„Chodzi lisek koło drogi, cichuteńko stawia nogi, cichuteńko się zakrada, nic nikomu nie powiada”

Niezależna Gazeta Obywatelska1

Michał M. Lisiecki, prezes Platformy Mediowej Point Group SA., wydał oświadczenie, w którym wyjaśnia powody zwolnienia Tomasza Lisa z funkcji redaktora naczelnego tygodnika „Wprost” (podajemy za Press.pl):

„Wobec pojawiających się w niektórych publikacjach nieprawdziwych informacji dotyczących przyczyn zwolnienia Pana Tomasza Lisa, byłego redaktora naczelnego tygodnika »Wprost«, Zarząd Platformy Mediowej Point Group S.A. (PMPG), będącej wydawcą tygodnika poprzez swoją spółkę zależną AWR Wprost, oświadcza, iż publikacje te zawierają pełne emocji i błędnych wniosków osobiste opinie byłego redaktora naczelnego, które w fałszywym świetle przedstawiają powody, dla których przestał on przez pełnić swoją funkcję.

W związku z powyższym Zarząd PMPG, dbając o wizerunek spółki giełdowej oraz interes jej akcjonariuszy, informuje, iż Pan Tomasz Lis swymi działaniami sprowokował zdarzenia, które uczyniły z niezależnego dziennikarza i redaktora naczelnego »Wprost« – przedsiębiorcę składającego osobiście prywatne oferty handlowe partnerom PMPG i AWR Wprost bez wiedzy i zgody wydawcy.

Wydawca »Wprost« nie ponosi odpowiedzialności za biznesowe działania Pana Tomasza Lisa, które doprowadziły do powstania konfliktu interesów, w jakim się znalazł były redaktor naczelny. Wbrew jego sugestiom, działania te miały miejsce już po tym, jak strony zakończyły rozmowy o ewentualnej współpracy kapitałowej przy nowym przedsięwzięciu Pana Tomasza Lisa. Rozmowy takie faktycznie były prowadzone po ogłoszeniu przez Pana Tomasza Lisa jego planów biznesowych w końcu 2011 r. Wydawca złożył byłemu redaktorowi naczelnemu ofertę zakupu udziałów w jego przedsięwzięciu, aby wykluczyć potencjalny konflikt interesów. Po ostatecznym zamknięciu tego tematu na początku roku, strony nie powracały do niego.

Do czasu zdarzeń, które bezpośrednio doprowadziły do jego zwolnienia, Pan Tomasz Lis realizował uzgodnioną z wydawcą i Radą Nadzorczą linię programową tygodnika »Wprost«, korzystając ze wszelkich swobód przynależnych redaktorowi naczelnemu. Przez prawie dwa lata, pracując wspólnie ze stabilnym zespołem redakcyjnym i menedżerskim, nie zgłaszał wydawcy zastrzeżeń, w szczególności dotyczących standardów uprawiania obiektywnego dziennikarstwa. Nie wypowiedział również żadnych wiążących go umów, co – nie należy wątpić – miałoby miejsce w przypadku ich naruszania ze strony pracodawcy. W opinii Zarządu, Pan Tomasz Lis wykorzystuje obecnie publikacje prasowe po to, by wykreować pewien spektakl, w którym jako wydawca nie zamierzamy brać udziału. Oceniamy, że wywiady prasowe udzielane przez Pana Tomasza Lisa mają służyć tylko i wyłącznie promocji przedsięwzięcia, którego jest wiodącym udziałowcem. Zarząd PMPG, podejmując decyzję o przekazaniu do publicznej wiadomości powodów wypowiedzenia umowy Panu Tomaszowi Lisowi, oczekuje, że Pan Tomasz Lis powstrzyma się od kolejnych prowokacji medialnych godzących w wizerunek wydawcy”.

Oświadczenie Lisieckiego to reakcja na wywiad Tomasza Lisa dla dziennika „Polska The Times”, w którym dziennikarz stwierdza m. in.:

(…) głośne wyrzucenie z pracy, jak to w pana przypadku, zbiegło się datą otwarcia nowego portalu internetowego, któremu pan patronuje.

To nie ma nic wspólnego z nowym projektem, bo właściciel „Wprost” sam powiedział, że konfliktu interesów nie ma. I oczywiście nie było. I by nie było. Konflikt powstał w zupełnie innym punkcie. Kiedy właściciel w sposób natarczywy zaczął się domagać 25 proc. udziałów w tym projekcie.

Wydawca „Wprost” domagał się 25 proc. udziału w pańskim projekcie?

Dokładnie tak! Domagał się również przejęcia kontroli nad sprzedażą reklam w tym projekcie.

Ma pan dowody?

Mam maile wydawcy do mnie, w których jest to zapisane.

Został pan wyrzucony z „Wprost” dlatego, że nie zgodził się na udział wydawcy „Wprost” w nowym projekcie internetowym?

Tak, ale to nie wszystko. Od dwudziestu lat pracuję w mediach. Na dłuższą metę nie jestem w stanie tolerować sytuacji, w której muszę zatrudniać kancelarię prawną po to, żeby ktoś mi wypłacił to, co jest zapisane w kontrakcie. Co w końcu następuje, ale z wielomiesięcznym poślizgiem, gdy grożę procesem.

Sil, za: www.wpolityce.pl

  1. | ID: 5f5a9a20 | #1

    Toż to przecież taki sobie dyspozycyjny dziennikarzyna jak i „stokrotka” M.Olejnik.

Komentarze są zamknięte