Potrzeba polskiego McCarrana

Niezależna Gazeta Obywatelska2

Dziś w zapiekłym sporze Prawa i Sprawiedliwości z Platformą Obywatelską umyka nam konieczność domknięcia trumny nad polskimi formacjami postkomunistycznymi. O ile bezproblemowo i wręcz intuicyjnie każdy może śmiało uznać Sojusz Lewicy Demokratycznej za partię postkomunistyczną to Ruch Palikota w odbiorze społecznym nie jest już jednoznacznie postrzegany za formację ściśle związaną z ikonami poprzedniego systemu, np. Jerzym Urbanem.

Gdańskie lotnisko nosi imię Lecha Wałęsy. Niektóre środowiska uznają, że tego typu honorowanie osób żyjących jest przesadzone. Lech Wałęsa ma być według liberalnych mediów i środowisk politycznych symbolem walki z totalitaryzmem nawet w sytuacji, gdy historycy Instytutu Pamięci Narodowej wykazali z dużą dozą prawdopodobieństwa, że Wałęsa przekraczał w latach 70-tych XX wieku granicę między środowiskami wolnościowymi a obozem osób, którzy budowali kariery na zniewoleniu polskich aspiracji niepodległościowych. W tym kontekście warto zadać pytanie o możliwości powstania patriotycznej lewicy nieskażonej PRL-em. Przywoływanie tradycji przedwojennej Polskiej Partii Socjalistycznej z Ignacym Daszyńskim jest tylko przykładem rodzimym, który nie wszystkich przekonuje. Sam PPS wbrew własnej tradycji i woli został po ostatniej wojnie światowej utaplany błotem PPR. Tym błotem, które mentalnie obciąża polskie formacje postkomunistyczne, które zamiast negacji obcej Polakom ideologii Lenina i Stalina uwspółcześniają jedynie ich hasła stojąc w ten sposób okrakiem między sarkofagiem Lenina a ideami Partii Demokratycznej Baracka Obamy. Dziś pamiętamy prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej wdzięczącego się z echem wypowiedzianej obelgi o „polskich obozach koncentracyjnych” do ucha byłego funkcjonariusza KGB i „demokratycznego” prezydenta nowej poczwarki ZSRR Putina. Amerykańska lewica nie zawsze była tak elastyczna. Sięgnijmy do współczesnej historii USA.

Moherowy senator McCarran

Minęło 58 lat od śmierci senatora z Nevady Patricka Anthonego „Pata” McCarrana. Przez blisko 2 dekady XX wieku był on liderem antykomunistycznego skrzydła Partii Demokratycznej, który potrafił łączyć lewicową wrażliwość z jawnym antykomunizmem. Jego działalność przyczyniła się do ograniczenia wpływów amerykańskiej partii komunistycznej, która z radością witała pakt Stalin – Hitler z 1939 r. McCarran miał dziejową okazję rozpoczynać swoja karierę senacką w czasie nominowania Adolfa Hitlera na Kanclerza Niemiec i przeżyć Stalina.

Pat McCarran był urodził się w Nevadzie w rodzinie irlandzkiej. Dwie córki senatora McCarrana: Margaret i Mary związały swoje życie z Kościołem Katolickim wstępując do zakonów żeńskich. Sam senator wyrósł w rodzinie, która ciężko walczyła o byt. Po rezygnacji ze studiów na Uniwersytecie w Nevadzie w celu zapewnienia swojej rodzinie możliwości egzystencji przez cierpliwą pracę i determinację i stałość poglądów zasłużył on na miano czołowego przeciwnika amerykańskich środowisk komunistycznych. Gdyby żył w czasach nam współczesnych Partia Demokratyczna z prezydentem Obamą nie weszłaby na drogę ustępstw względem Rosji, a nihilizm moralny i dopuszczanie przez niektóre stany do legalizacji „małżeństw homoseksualnych” … byłyby tylko stekiem pobożnych życzeń.

Antykomunistyczny lewicowiec i „antysemita” z Partii Demokratycznej

25 sierpnia br. na łamach Las Vegas Sun demokratyczny senator Harry Reid uznał za stosowne zaapelować o zmianę nazwy portu lotniczego w Las Vegas i rezygnację z uhonorowania w niej senatora Patricka Anthonego „Pata” McCarrana. Pomijając fakt, że Las Vegas Sun w czasie kadencji McCarrana zaciekle krytykował jego poglądy kreując je na rzekomo antysemickie to zmiany w mentalności polityków Partii Demokratycznej są widoczne gołym okiem. Dosyć trafnie w listopadzie obecnego roku w TVN24 bycie dziś antysemitą określił lider Konfederacji Polski Niepodległej – Obóz Patriotyczny Adam Słomka stwierdzając, że antysemitą jest ten, którego nie lubią Źydzi. Skoro obecny senator Harry Reid uważa, że pochodzenie żony daje mu moralne prawo do krytykowania nieżyjącego i wspomnianego wyżej senackiego kolegi – to można uznać, że uderzanie w komunizm i duma narodowa jest dla wielu dziś czymś szkodliwym. W tym aspekcie można uznać, że apel Hanny Gronkiewicz – Walz o organizowanie przez warszawskie szkoły możliwości zapoznania się przez młode pokolenie Polaków z treścią filmu „Pokłosie” Pasikowskiego nie jest tylko wyrazem polskiego samobiczowania i kajania się za niedokonane czyny, ale jakimś ogólniejszym internacjonalnym trendem.

Senator McCarran zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że napływ do USA komunistów z Grecji, Włoch i ZSRR można zatrzymać utrudniając możliwość nabycia amerykańskiego obywatelstwa. Doprowadził do przyjęcia tzw. McCarran Act, ustawy która przewidywała m.in. rugowanie z pracy w administracji rządowej osób, które były członkami lub sympatykami partii komunistycznej. Senator Reid powinien raczej piętnować bezczynność administracji demokratycznego prezydenta F.D. Roosvelta, która milczeniem pominęła informacje dostarczone m.in. przez Jana Karskiego o eksterminacji Żydów prowadzonej przez Niemcy. Demokratycznym prawem obywatelskim senatora McCarrana było nie kochać Żydów lub czarnoskórych mieszkańców USA – jeśli realnie miał takie poglądy. W państwie demokratycznym poza zakazem promowania systemów totalitarnych wolność poglądów jest przecież gwarantowana. Ubieranie w politycznie poprawne ramy „mowy nienawiści” w sprawach dotyczących m.in. homoseksualistów gasi demokrację nie tylko w Polsce. Powoduje też, że elastyczność Obamy w kontaktach z Putinem przekłada się na poprawność polityczną lansowaną też w  Polsce przez Platformę Obywatelską, Gazetę Wyborczą czy Krytykę Polityczną.  Czy „urzędowo” każe mi się, np. kochać Ukraińców za rzezie na Wołyniu lub Rosjan za Katyń? Z jakich przyczyn i w jakim celu?

Może gdyby przejrzeć kadry polskiej administracji z punktu widzenia przynależności do PZPR/SdRP/SLD lub SB czy WSI ujawnimy stopień degeneracji państwa obrośniętego fekaliami ostatniego systemu totalitarnego? Mam wrażenie, że dziś gdyby sądzono Adolfa Hitlera w pokazowym procesie WRON to jego stan zdrowia uniemożliwiłby skazanie. Jak mawiał klasyk postkomunistów Stalin: śmierć jednego człowieka to tragedia, a śmierć wielu to tylko dana statystyczna. I sumienie gen. Kiszczaka czy Jaruzelskiego też działa w oparciu o dane statystyczne z myśli Generalissimusa. Co tam ponad 100 zabitych w Stanie Wojennym!

Polski „McCarran Act” zdaje się więc być potrzebnym dokładnie tak, jak niekomunistyczna lewica. A jeśli chodzi o zmiany w nazwach portów lotniczych .. proponuję zmianę nazwy z Portu Lotniczego Gdańsk im. Lecha Wałęsy na Port Lotniczy Gdańsk im. Krzysztofa Wyszkowskiego. Nawet ładniej brzmi, prawda?

 

Autor: Paweł Czyż

Niezależna Gazeta Obywatelska w Bielsku – Białej

  1. | ID: b92ab51b | #1

    wszystko napisane bardzo wymownie, ale fraza :” stopień degeneracji państwa obrośniętego fekaliami”? Hmm. Proponuję delikatną poprawkę i owe państwo – wysmarować , powalać, opaskudzić ,pobrudzić . Gówno przecież nie rośnie ,ono się przykleja .

  2. Piotr Rubas
    | ID: e685399b | #2

    „….potrafił łączyć lewicową wrażliwość z jawnym antykomunizmem….”

    bez komentarza

Komentarze są zamknięte