Śląski problem

Niezależna Gazeta Obywatelska9

Narodowosc_slaskaSąd Najwyższy w Warszawie nie uznał wyroku Sądu Okręgowego w Opolu o rejestracji „Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej”. Decyzję taką podjął na wniosek kasacyjny Prokuratury Opolskiej. Odetchnęli ci, którzy rozumieją „problem śląski”, a oburzyli się ci, którzy dążą do autonomii Śląska.

Jest to już trzeci wyrok Sądu Najwyższego odmawiający rejestracji „narodowości śląskiej”. Pierwsza próba rejestracji miała miejsce w 1997 roku, kiedy Sąd Wojewódzki w Katowicach zarejestrował „Związek Ludności Narodowości Śląskiej”. Wyrok ten został uchylony przez wyższe instancje, włącznie z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu, który w uzasadnieniu stwierdził m.in., że uznanie Ślązaków za mniejszość narodową pociągałoby za sobą konieczność zwolnienia z 5% progu wyborczego. Druga próba rejestracji została podjęta w 2006 roku. Wtedy Ruch Autonomii Śląskiej próbował sformalizować pojęcie „narodowości śląskiej” pod nazwą „Stowarzyszenie Osób Deklarujących Przynależność do Narodowości Śląskiej”. Ta rejestracja również się nie powiodła.

SadNajwyzszyW uzasadnieniu niedawnego wyroku z dnia 5 grudnia Sąd Najwyższy przyznał, że organizowanie się stowarzyszeń jest jednym z wyrazów wolności obywatelskich, jednak nazwa stowarzyszenia nie może wprowadzać w błąd. Ślązaków nie można uznać za odrębny naród i dlatego „Stowarzyszenie Osób Narodowości Śląskiej” (SONŚ) nie powinno być zarejestrowane w KRS. Kolejne zdanie uzasadnienia brzmi: „Dążenie do uzyskania autonomii i poczucia władztwa osób narodowości śląskiej na terenie Śląska należy ocenić, jako dążenie do osłabienia jedności oraz integralności państwa polskiego”. Po takich nieoczekiwanych słowach, broniących polskiej racji stanu, zawrzało w środowisku śląskich separatystów. Szef RAŚ w Rybniku – Paweł Polok nazwał Polskę bękartem wersalskim. Nie omieszkał wyrazić swego oburzenia znany ze „śląskości” Kazimierz Kutz, oceniając wyrok jako skandaliczny. Kolejnym krytykiem wyroku niezawisłego sądu polskiego był jeden z prominentnych członków SONŚ – poseł PO Marek Plura. Według niego Sąd odebrał Ślązakom, obywatelom polskim, podstawowe prawa obywatelskie – „prawo do swobody zrzeszania się”. Ujął to słowami: „Staliśmy się we własnym kraju obywatelami drugiej kategorii”.

Opinie te świadczą o tym, że liderzy śląskich separatystycznych organizacji czują się pewnie, słusznie przewidując, że strofując władze polskie nie narażą się na publiczne potępienie. Zapewniają im to sprzyjające media. Bezpośrednio zainteresowany wyrokiem Sądu Najwyższego prezes SONŚ Piotr Długosz decyzję sądu skomentował słowami: „walnięto nas łomem”, „Sąd, nawet Najwyższy nie jest od tego, by decydować, jakie narody istnieją, a jakie nie…”. Organizacja, której przewodzi liczy już 1400 członków skupionych w 10 kołach terenowych. Taki jest stan posiadania organizacji po dwóch latach od rejestracji przez Sąd Rejonowy w Opolu. Uchylenie rejestracji w KRS będzie miało konsekwencje prawne, które najpewniej nie spowodują rozproszenia członków funkcjonujących struktur. Będą poszukiwali innych sposobów realizacji swoich celów. A cele, które stawiają, chwytają za serce, bo któż potępi tych, co chcą „budzić śląską tożsamość, krzewić wiedzę o Śląsku, popularyzować kulturę, język i tradycje śląskie”. Niepokój jednak budzą kolejne cele ujęte w statucie SONŚ: np. „promowanie aktywnych postaw obywatelskich”. Niepokój ten jest naturalną konsekwencją obserwacji środowisk śląskich z kręgu RAŚ. Rośnie obszar wpływów tych, którzy organizując się w śląskie stowarzyszenia, podsycają antagonizmy lokalne. Pamiętny jest transparent z demonstracji RAŚ w 1997 roku, na którym widniał napis „Precz z warszawskim kolonializmem”. Organizacje te nie ukrywają, że ich celem jest wyodrębnienie Śląska z obecnych struktur państwa i utworzenie autonomii Śląska z osobnym premierem i sejmem.

Niepokojąca jest dynamika zdarzeń zmierzających w tym kierunku. Od maja ubiegłego roku ruch śląski wzmocnił się powołując Radę Górnośląską – w myśl zasady, że duży może więcej i skuteczniej. Rada ta zrzesza 13 śląskich organizacji i stowarzyszeń m.in. RAŚ, Związek Górnośląski, Związek Ślązaków, Przymierze Śląskie, Niemiecką Wspólnotę „Pojednanie i Przyszłość” oraz zdelegalizowany w grudniu SONŚ. Głównym celem Rady jest uznanie narodowości śląskiej jako mniejszości etnicznej i uznanie języka śląskiego za język regionalny. Ciekawe, czy środowisko to osiągnie swoje cele. W świetle obowiązującego prawa nie można uznać istnienia mniejszości narodowej śląskiej, ponieważ, zgodnie z ustawą o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym, za mniejszość narodową w Polsce uważa się te mniejszości, które mogą identyfikować się z narodem zorganizowanym we własnym państwie. Ślązacy takiego państwa nigdy nie mieli. Specyfika Ślązaków polega na tym, że ich zwyczaje są mocno nasycone polskością – polskimi zwyczajami, świętami, nazwami, nazwiskami. Ich polskość przejawia się przede wszystkim w życiu religijnym – z pieśniami, nabożeństwami w gwarze śląskiej, czyli po polsku. Gwara ta jest nie jest odrębnym językiem, tylko jego odmianą – zróżnicowaną w zależności od regionu, nie posiadającą swojego zapisu i literatury. Te prawdy o śląskiej gwarze chce się obecnie zafałszowywać.

DowodemAutonomia do 2020 fot. T.Kwiatek na dynamizm działań śląskich organizacji jest zwiększająca się liczba uczestników Marszu Autonomii Śląska, który od 2007 roku, corocznie w lipcu przechodzi ulicami Katowic. Do radosnego festynu z balonikami przyłączają się przechodnie, nie widząc w tej zabawie nic niepokojącego. Nieustannie rośnie ilość antypolonizmów na konferencjach naukowych i w mediach. Śląskość jest pokazywana w opcji niemieckiej, a nie polskiej. Wystarczy przeczytać rekomendowany przez RAŚ miesięcznik „Nowa Gazeta Śląska”. Wydawany w Katowicach od 2011 roku periodyk owszem krzewi, ale nie kulturę śląską z jej polskim rodowodem, tylko kulturę śląską w jej niemieckich odsłonach. Szczytne hasła organizacji śląskich szerzenia kultury i tradycji śląskich, w praktyce sprowadzają się do stawiania pomników i tablic upamiętniających niemieckie panowanie na tych ziemiach. Niemiecka przeszłość jest gloryfikowana kosztem polskiej. „Wypędzenia Ślązaków po wojnie i „Polskie obozy zagłady dla Ślązaków” – to tematy najlepiej obrazujące kierunek rewizji historii Śląska. Obecność przedstawicieli RAŚ we władzach samorządowych pomaga skutecznie lobbować swoje interesy u władz centralnych. Przejawem tego było wprowadzenie kategorii „narodowość śląska” w ostatnim powszechnym spisie ludności. Wyniki tego spisu były zadziwiające. Do tożsamości narodowo-etnicznej śląskiej, jako jedynej, przyznało się 362 tysięcy obywateli Polski. 871 tysięcy zadeklarowało podwójną tożsamość – śląską i inną. Trudno się dziwić, że najwyższy odsetek Ślązaków ujawnił się w powiecie rybnickim. W końcu Rybnik to miasto, gdzie założono w 1991 roku RAŚ. 31,5 tysięcy poczuwających się do śląskości Ślązaków w tym śląskim mieście nie budzi zdziwienia. Ale co sprawiło, że w stołecznej Warszawie Ślązakami poczuło się aż 3048 osób. Zapewne w tym rozeznaniu pomogła medialna histeria, jaka rozgorzała w 2011 r. po ukazaniu się Raportu PIS o stanie Rzeczypospolitej, w którym napisano: „śląskość jest… sposobem odcięcia się od polskości i przypuszczalnie przyjęciem… zakamuflowanej opcji niemieckiej”. Swoją drogą, zadziwia zbieżność wielu działań RAŚ i organizacji jej podobnych z organizacjami mniejszości niemieckiej. Oba te środowiska wspierają się nawzajem, podobnie interpretują historię, podobnie krytykują i lekceważąco oceniają polskie osiągnięcia i cechy narodowe.

Młodzi ludzie nie znają historii Polski, podobnie jak średnie pokolenie. Skoro państwo polskie nie wypełnia swoich obowiązków, historii musimy się uczyć samodzielnie. To jest jedyny sposób, żeby historia z opcją niemiecką nie wypełniła luki w znajomości naszej historii. Organizacje typu RAŚ czy organizacje mniejszości niemieckich chętnie opowiedzą nam o historii polskiej ziemi. Zaczną od opowieści o regionie, o „heimacie”, a skończą na osłabianiu świadomości narodowej na rzecz świadomości regionalnej i obywatelskiej-europejskiej. Przy okazji skłócą się ze sobą sąsiedzi i narody. Może o to w tym chodzi, by wywoływać wrogość i wzajemną niechęć między Polakami, Niemcami, Ślązakami, Czechami, Litwinami. Skłócone narody łatwiej ulegną unijnej władzy. Może to przesadne wizje, ale na pewno jesteśmy świadkami socjotechnicznej i ideologicznej obróbki ostrzej widzianej na Śląsku, niż w pozostałych regionach Polski.

Marcin Keller za „Aspekt Polski” nr 191

  1. hanys
    | ID: a24cacbc | #1

    Najlepsze jest to że hanys z hanysem z wioski o 15 km dalej często nie potrafią się dogadać w tej swojej wiejskiej gwarze i muszą wspierać sie polskim bądź niemieckim bo inaczej ni ma ciula by się zrozumieli, wiem co pisze bo byłem światkiem takich rozmów. Kolejna sprawa, skoro to taki szlachetny i popularny język to dlaczego nie władają nim publicznie wszystkie warstwy społeczeństwa śląskiego, ktoś słyszał jakiegoś profesora co gado po śląsku, lekarza, nauczyciela itd wstydzą się czy co? Polacy w UK zawsze miedzy sobą komunikują sie po polsku, jeśli ktoś tak nie robi (o tak są tacy) uważany jest za dziwaka, wykolejeńca lub po prostu wariata, któremu nie wiadomo o co chodzi. No i chyba najważniejsza kwestia, o co tak naprawdę chodzi tym organizacją, stowarzyszeniom i partyjką, a szczególnie ich liderom? Nie wierze w żadne szlachetne pobudki tych ludzi, że to wszystko za wolność, za lata krzywd. Obiecują naiwniakom złote góry z Niemiec, a będą takimi samymi złodziejami jak i inni politycy, chodzi tylko o jedno rządy dusz. Czekają tylko na odpowiedni moment, a już teraz jest to dla wielu z nich znakomita okazja to robienia biznesu, te wszystkie gazetki, gadżety (internety są tego pełno), sklepiki z „pamiątkami” Tworzą się środowiska i koterie wspierające sie wzajemnie, na uczelniach i biurach czy na przysłowiowej ulicy pośród lumpenproletariatu, jest sprawa (nie ważne wyimaginowana czy nie) a wokół niej gromadzą się sepy po to aby jak zawsze – zdzierać z tego „biednego robotnika suchotnika na którym jeno skóra, kość”

  2. hanys
    | ID: a24cacbc | #2

    @hanys
    ślunzaki nie dyjta sie nabić w achtla

  3. hanys
    | ID: a24cacbc | #3

    przepraszam za błędy po pewno się zara przyczepi jeden z drugim filolog

  4. | ID: 0d9bc8f2 | #4

    Może wreszcie po decyzji Sądu Najwyższego skończą się te głupkowate pomysły tworzenia nowych narodów/dzielenia Polaków.

  5. kominiarz
    | ID: 25530850 | #5

    Max Kolonko powie Wam jak jest :)
    Część dotycząca tematu od 7 min wiadomości, ale warto słuchać w całości.
    https://www.youtube.com/watch?v=y9fLsWL4Sgo

  6. svatopluk
    | ID: 776902f4 | #6

    Te całe oświadczenie SN to groch z kapustą.
    W statutach SONŚ jest wyraźnie napisane że poza kulturą śląską nie posiadają żadnych politycznych celów a warszawka znowu swoje o autonomii itd.

    Werdykt jest polityczny i pisany grubymi nićmi.

    Ale to nie koniec sprawy.
    c.d.n.

  7. svatopluk
    | ID: 776902f4 | #7

    @hanys

    Z ciebie taki hanys jak ze mnie Kaszeba.
    Gdy spotykam hanysa z Chrzowa lub Rybnika to nie muszę się posiłkować polskim.
    Są pewne różnice ale głównie nie leksykalne.
    Bo n.p. u nas pod Opolem jest „jou” a w Katowicach „jo”.
    itd.

  8. Pejter
    | ID: ffec7897 | #8

    ‚Niepokój jednak budzą kolejne cele ujęte w statucie SONŚ: np. „promowanie aktywnych postaw obywatelskich”.’ – majstersztyk :D Celem Kellera jest najwyraźniej kreowanie pokolenia lemingów ;-) Po takim skomasowaniu głupoty szkoda tracić energie na czytanie reszty. Zdrowia życzę.

  9. potek
    | ID: 1dcf6765 | #9

    A z kim wy Poloki narodowcy ni mocie problymu?
    Z komunom był , z UE i Ślonzokami jest, z sąsiodami itd. itd. Mom dali wymiyniać?

Komentarze są zamknięte