John Kentucky Band – wywiad

Autor Obywatelski

– Jak zaczęliściegetattach,mid,16183,mpid,17,min,1,uid,dd520b204179948b tworzyć zespół, czyli od czego to się zaczęło?

 – W mroźny styczniowy wieczór 2011 roku, siedząc w ciepłym pokoju i patrząc na zaśnieżone chodniki i padający śnieg, doszedłem do wniosku – mając za sobą wcześniejsze doświadczenie sceniczne (w latach 90 zespół pop rockowy, którego byłem założycielem) – że chyba po raz ostatni spróbuję swych sił i wrócę do grania „on stage”. Cały czas – mimo zakończenia działalności wcześniejszego zespołu – powstawały piosenki „do szuflady”, które kusiły mnie chęcią pokazania ich szerszemu odbiorcy. W 2006 powstał solowy projekt John Kentucky, gdzie nagrałem demówki w głównej mierze na samplach, włączając oczywiście w całość żywe gitary, etc … Demówki pojawiły się w lokalnych rozgłośniach i było to impulsem aby założyć zespół ‚z krwi i kości”. Dodatkowo kilka wydarzeń (m.in. śmierć mego przyjaciela Mirka Breguły z zespołu Universe) spowodowało, że coraz poważniej zacząłem myśleć o zespole, gdyż nosiłem w sobie wiele wydarzeń i przeżyć, o których chciałem opowiedzieć. W marcu 2011 powstał zespół John Kentucky Band. Pojechaliśmy tego samego roku po raz pierwszy do Mrągowa na festiwal, potem lekko zmienił się skład i od tego momentu już niezmiennie gramy w tej samej obsadzie. Kula śnieżna została rozpędzona :-)

– Wrażenia z pracy nad pierwszą płytą?

-Pierwsza płyta zawsze jest wyzwaniem. Nie uznajemy półśrodków więc wybraliśmy bardzo dobre studio, świetnego realizatora, zaprosiliśmy znamienitych gości, m.in. Janusza Yaninę Iwańskiego, któremu nasza muzyka przypadła do gustu. Włożyliśmy w całą płytę bardzo dużo serca. Nie da się opisać, ile kwestii trzeba było dopilnować aby wszystko zagrało tak jak chcieliśmy. Po prostu było to morze spraw, które trzeba było załatwić, aby płyta się ukazała, począwszy od kwestii nagraniowych, aranżacyjnych, wokalno – instrumentalnych, po miks, mastering, wydanie płyty, założenie firmy wydawniczej, projekty okładek i grafik, po formalizmy związane z ZAIKSem, tłocznią i samą dystrybucją. Wykonaliśmy tytaniczną pracę. Wszystkie działania musiały być poparte najpierw uzbieraniem nie małych środków na ten cel. Całe te działanie bazuje w naszym przypadku na pasji – bez niej nie byłoby szans, aby się ukazała najpierw pierwsza a potem druga płyta.

-Czy druga płyta różni się od pierwszej?

-Na drugiej płycie wszystkie piosenki są autorskie. Na pierwszej płycie m.in. w czterech utworach wykorzystaliśmy melodię już kiedyś napisane oraz wykorzystaliśmy do naszych melodii dwa wiersze Jonasza Kofty. Druga płyta jest cała autorska. Na pierwszą płytę zaprosiliśmy dużo gości. Zamknęliśmy w niej wiele lat przemyśleń i koncepcji. Wizja tej płyty była retrospektywnym spojrzeniem na wiele lat mojego muzykowania. Stąd tyle różnych pomysłów i wizji i związanych z nimi tylu znamienitych gości. Moim zdaniem druga płyta jest bardziej uduchowiona. Płyty maja jeden wspólny mianownik – dominuje w nich warkocz spleciony z wiary, nadziei i miłości. Wszystko w kontekście przemijania czyli upływającego czasu, stąd w tytułach płyty słowo „czas”. Subiektywnie twierdzę, że wiele z tych piosenek niesionych jest na skrzydłach Aniołów. Tak to czuję.

-Jakie są wasze inspiracje?

-Jeżeli chodzi o inspiracje muzyczne – słuchamy wszystkiego oprócz piosenek, które sprawiają ból :-) Gitarzysta, basista i perkusista bazują na muzyce rockowej, z mocnym przyłożeniem, skrzypaczka słucha głównie muzyki poważnej, klawiszowiec wyszukuje ciekawych pianistów i się nimi inspiruje, Ala lubi lata ’60, ja osobiście słucham głównie Americany, ale wychowałem się na punk rocku i alternatywie i wracam do nich często – nie tylko myślami. Bardzo lubię też poezję śpiewaną. Jeżeli chodzi o warstwę tekstową, inspiruje mnie życie, ludzie, Bóg, przestrzeń trochę dalsza niż czubek własnego nosa, historie z którymi ścieram się online. Mam umysł analityczny, staram się uważnie słuchać i wyciągać wnioski. Układam świat po swojemu. Przemyślenia przelewam na papier – czasem o drugiej w nocy.

-Czy trudno jest być muzykiem?

Bardzo trudno. Ekstrawertyzm to dziwna cecha. Jest na tyle mocna, że zagłusza czasem racjonalizm. Z drugiej strony – jakby nie patrzeć, muzyk to twórca, czyli osoba kreująca w pewien sposób rzeczywistość. Im więcej ludzi wejdzie w tą rzeczywistość tym dla twórcy lepiej. Ludzie poszukują swojego miejsca, szukają swego katharsis i często znajdują je w świecie stworzonym przez twórców. To napędza do dalszego działania. Aby utrzymać zespół trzeba być absolutnie oddanym pasjonatem. Każdy członek zespołu musi tak samo myśleć i w tą samą stronę iść. Każdy dyferencjał prowadzi do destabilizacji i w konsekwencji do rozpadu zespołu. To jest bardzo trudne do osiągnięcia w dzisiejszych czasach, gdzie dominuje mamona. Kto patrzy na kwestie związane z funkcjonowaniem zespołu przez pryzmat zarobku, prędzej czy później zniknie z rynku. Chyba, że jest to zespół, z pierwszych stron gazet – wówczas sprawa wygląda inaczej. Dla zespołów takich jak nasz musi to być pasja – tylko ona pozwala funkcjonować. Bez niej się nie da. 6. Jakie są dalsze plany zespołu? Grać w zgodzie do późnej starości :-) Przed nami nagranie teledysku do piosenki „Kamienie” oraz koncerty. Po nowym roku chcielibyśmy wejść do studia nagrywać 3 płytę. Piosenki mamy już przygotowane. To będzie piękna, życiowa płyta. Chcielibyśmy aby nasza muzyka trafiła pod strzechy. Bardzo chcielibyśmy zajmować się tylko muzyką, ale realia weryfikują nasze zapędy. Wierzymy jednak, że w końcu duże media docenią prawdziwość naszych piosenek i styl, który nas charakteryzuje jako nowym na rynku muzycznym. Kto wsłucha się w nasze piosenki, dostrzeże to o czym mówię.

Komentarze są zamknięte