3obieg.pl: Czas skończyć z mitem Wałęsy

Autor Obywatelski

Z Krzysztofem Wyszkowskim, współtwórcą i byłym działaczem Wolnych Związków Zawodowych, doradcą premierów Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jana Olszewskiego, członkiem Kolegium IPN, rozmawia Mariusz Kamieniecki.Lech Wałęsa podczas wtorkowej konferencji prasowej podważył opinię ekspertów, biegłych z Instytutu Sehna w Krakowie i zaprzeczył, jakoby współpracował z SB. O co walczy Wałęsa?

– Z Lechem Wałęsą jest tak jak z PZPR-em, a mianowicie, kiedy w 1988 r. Związek Sowiecki się walił w swoich posadach, to PZPR ciągle walczyła o przetrwanie. To bardzo przykre, że Wałęsa – człowiek, który sprawował urząd prezydenta RP, nie ma honoru na tyle, żeby przestać Polakom mącić w głowach. Wałęsa to notoryczny kłamca, oszust, który od wielu lat oszukuje; najpierw swoich kolegów z pracy i z NSZZ „Solidarność”, a potem wszystkich Polaków. Skoro idzie w zaparte, to trzeba go przywołać do porządku. Nie ma innego wyjścia. Nie może być tak, żeby wciąż śmiał się Polakom w oczy. Mam nadzieję, że wyrok sądowy za złożenie przez Wałęsę fałszywego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez fałszowanie dokumentów o nim będzie skazujący. Nie życzę Lechowi Wałęsie więzienia, bo jest już starszym człowiekiem, ale – jak widać – do niego najlepiej przemawia język pieniędzy, więc załóżmy jakaś wysoka kara finansowa wyhamowałaby czy też zmusiłaby go do zaprzestania głoszenia tych wszystkich kłamstw. Może wreszcie zacząłby ważyć słowa.

„Przysięgam, że nigdy nie współpracowałem, ale miałem swoje metody walki” – to słowa, jakie skierował do dziennikarzy. Pan zna od lat Wałęsę. Co powiedziałby Pan tym, którzy wciąż są skłonni mu wierzyć?

– Ludzie, którzy wierzą Wałęsie, są bardzo różni, kierują się też różnymi motywami. Jedni wierzą albo przynajmniej udają, że wierzą Wałęsie, bo przyznam, że osobiście nie daję wiary w to, że Grzegorz Schetyna czy Ryszard Petru sami wierzą w to, co mówią w obronie Lecha Wałęsy. Ich zachowanie to jedynie element polityki, gdzie każde kłamstwo, które ma doprowadzić do określonego celu, jest dozwolone. Ci politycy mówią do ludzi albo naiwnych, albo niedoinformowanych bądź też emocjonalnie tkwiących w dawnych czasach, a być może do ludzi agenturalnie związanych z SB czy do samych funkcjonariuszy reżimowej SB, których nie trzeba za bardzo przekonywać, bo oni doskonale znają fakty o Wałęsie, zresztą nie tylko o nim. Jest to zatem towarzystwo wzajemnej adoracji. Trzeba też pamiętać, że ok. stu tysięcy ludzi to są byli agenci służb PRL, do tego dochodzą ich rodziny. Ponadto do tego „zacnego” grona należy jeszcze doliczyć cały aparat komunistyczny, a więc kolejny milion, a może nawet dwa. Sumując – jest to spora grupa ludzi, dla których Lech Wałęsa, który wciąż stoi na pierwszej linii obrony komunizmu, jest wygodny i potrzebny. Cóż można powiedzieć takim ludziom? Chyba tylko tyle czy aż tyle: przestańcie kłamać, przestańcie udawać, że wierzycie w absurdy, które wygaduje Wałęsa, bo wy najlepiej znacie fakty i jego agenturalną przeszłość.

Po ujawnieniu opinii biegłych z Instytutu Sehna zmieniła się taktyka obrony zwolenników Wałęsy –wspomnianych przez Pana Schetyny czy Petru i nie tylko, którzy już nie zaprzeczają, że wiedzieli o współpracy Wałęsy z SB, ale teraz bronią go jako symbolu Polski, którego – jak twierdzą – nie wolno niszczyć…

– Można powiedzieć, że jaka idea, taki fundament. Ci ludzie, stając po stronie Wałęsy, bronią siebie. Platforma chociażby w osobie Donalda Tuska postawiła na Wałęsę jako pewien fundament, uznała, że jest wałęsowska. Przecież dobrze pamiętamy tę zażyłość, te uściski, gesty czy działania na rzecz Wałęsy. To była zwyczajnie bezczelność i naigrywanie się z Polski i Polaków. Tusk wręcz groził konsekwencjami karnymi tym wszystkim, którzy ośmielają się mówić inaczej niż politycy tej formacji o Wałęsie. Prawda raziła w oczy już wtedy i do dzisiaj Platforma tkwi w tym uścisku kłamstwa. Dlaczego to samo robi Ryszard Petru i Nowoczesna? Dlatego że jest to formacja postkomunistyczna, partia postkomunistycznych elit, która żyje, i to całkiem dobrze, z ogłupiania Polaków. Tak czy inaczej ci politycy, te partie działają w dobrze pojętym własnym interesie, szkoda tylko, że ciągle znajdują zwolenników. Z drugiej strony trzeba powiedzieć to, co podkreślają komentatorzy, a mianowicie, że Targowica w Polsce w kwietniu 1792 r., symbol zdrady narodowej, też miała silne poparcie i w tym obszarze nic się nie zmieniło. Zresztą Polacy nie różnią się specjalnie od innych narodów, wszędzie bowiem część społeczeństw jest gotowa na odstępstwa od prawdy, nie mówiąc już o zdradzie narodowej w imię własnych interesów. To jest bardzo smutne, ale prawdziwe, bo niestety tak już jest urządzony świat, gdzie jedni są gotowi za cenę życia bronić wartości, ideałów i ojczyzny, a inni handlują prawdą, a zdrada jest tylko kwestią ceny.

Wspomniał Pan Donalda Tuska, który szedł w zaparte razem z Wałęsą. A przypomnę, że w ubiegłym roku również Grzegorz Schetyna podczas konwencji programowej Platformy w Gdańsku z udziałem Lecha Wałęsy zapowiedział likwidację IPN i CBA…

– Jak nie można walczyć na argumenty, kiedy prawda jest oczywista, to ucieka się do zamknięcia ust przeciwnikowi, w tym wypadku była mowa o likwidacji IPN. Tyle tylko, że w wydaniu Platformy jest to dość absurdalne i dotyczy fałszowania informacji. Przecież uznanie Wałęsy za agenta SB przeprowadził IPN w czasach, kiedy kierownictwo w Instytucie sprawował Łukasz Kamiński, którego trudno posądzić o to, że nie sprzyjał ówczesnej władzy PO – PSL. Prezes Kamiński był człowiekiem zaufania Donalda Tuska i to wtedy zapadły wszystkie decyzje dotyczące Lecha Wałęsy, a sprawa została skierowana do prokuratury. Nowe, obecne kierownictwo IPN z prezesem Jarosławem Szarkiem tak na dobrą sprawę nie ma z tym nic wspólnego. Można zatem powiedzieć, że pośrednio Wałęsa został uznany za agenta SB przez ludzi Tuska. Natomiast dzisiaj atakuje się IPN, żeby ukryć innych agentów. Istni
eje bowiem obawa, że zostaną ujawnione nazwiska kolejnych agentów z zasobu zastrzeżonego IPN i ta fala lustracyjna potoczy się niczym tsunami, zmiatając z powierzchni życia politycznego wiele nazwisk, które żyjąc od lat w kłamstwie, wciąż usiłują odgrywać ważne role w życiu publicznym.

Nawet wśród historyków pojawiają się opinie, że życie Wałęsy trzeba podzielić na dwa okresy: agenturalny i ten, kiedy zerwał się z esbeckiej smyczy i działał dla Polski.

– Historycy w swoich pracach czy badaniach posługują się metodologią i kategoriami naukowymi i tam, gdzie mają dowody w formie dokumentów czy wiarygodnych relacji, wyciągają wnioski, ograniczając się do przebadanych materiałów. Historyków trzeba odróżnić od analityków politycznych, choć również wśród historyków zdarzają się tacy, którzy potrafią „przetłumaczyć” dokumenty na realia polityczne. I ci ludzie wiedzą dokładnie, że nawet jeśli agent się nie przyzna do współpracy, to i tak pozostaje agentem. W ten sposób Lech Wałęsa pozostaje agentem nieistniejącej już dzisiaj SB. Chodzi o to, że wciąż jest niewolnikiem, zakładnikiem układu postkomunistycznego, który w Polsce, mimo upływu lat, jest wciąż bardzo potężny, dysponuje gigantycznymi pieniędzmi, wpływami, mediami i poparciem zagranicy. A to, że działanie to ma charakter antypolski, jest cechą charakterystyczną tego układu. Przecież jako agent SB Wałęsa działał na korzyść KGB i Sowietów. Natomiast dzisiaj jako człowiek wspomnianego układu działa na korzyść tych ośrodków zagranicznych – zarówno ze wschodu, jak i z zachodu – które – delikatnie rzecz ujmując – nie sprzyjają Polsce. Niestety, takich ośrodków jest wiele, zwłaszcza kiedy Polska usiłuje się wybić na niepodległość i wyrwać z układu, w który posadowiły nas kolejne rządy po 1989 r.

Zastanawiam się, dlaczego my, Polacy, wciąż rozmawiamy o Wałęsie. Może warto zwyczajnie zamknąć ten rozdział?

– Tu nie chodzi o to, że my chętnie rozmawiamy o Wałęsie, że chcemy sobie zaprzątać nim umysły, ale jest to efekt działań ośrodków, które rozpowszechniają tę „pomroczność jasną” w życiu społecznym i usiłują obronić Wałęsę, żeby obronić siebie. Lech Wałęsa jest jakby pierwszą linią obrony układu postkomunistycznego. Jeżeli szerokie rzesze społeczne uznają – zresztą zgodnie z faktami – że Wałęsa zawsze był agentem i do dzisiaj jest człowiekiem układu postkomunistycznego, to wszyscy ludzie tworzący ten układ stracą ważny fundament, jaki by on nie był, ale zawsze „autorytet”, stracą też wsparcie i swoją wiarygodność. A zatem – tak jak już wspomniałem – te środowiska, broniąc Wałęsy, bronią siebie. Inną zaś sprawą jest to, że coraz mniej jest ludzi, którzy gotowi są wierzyć Wałęsie, a jeszcze mniej tych, którzy byliby w stanie postawić na niego. Na całe szczęście. Gdyby zwolenników Lecha Wałęsy było więcej, to Polska nadal tkwiłaby w niewoli kłamstwa, tak jak pozostawali w czasach III RP.

Proszę powiedzieć, czy wierzy Pan w to, że Wałęsa będzie kiedyś w stanie stanąć w prawdzie i podzielić się prawdą o samym sobie?

– Trudno być wyrocznią, ale znając Lecha Wałęsę, jego metody działania i patrząc, jak postępuje, myślę, że zawsze będzie tkwił w kłamstwie. Natomiast to, że ktoś posługuje się symbolami religijnymi, wcale nie oznacza, że wyznaje zasady, które te symbole uobecniają, i żyje według nich. Przypomnę tylko, że w 1970 r. na szkaplerzyk Wałęsa przysięgał Służbie Bezpieczeństwa, że nigdy nie zdradzi, że jest agentem i jak widać tego się trzyma. Dla mnie jest to człowiek zdolny do wszystkiego, który pozostaje dla układu człowiekiem zaufania. On ich nie wydaje, a oni go wspierają. Takie towarzystwo wzajemnej adoracji. I tak trwa ta zabawa, która w końcu powinna się skończyć. Mam nadzieję, że kiedy zostanie doprowadzony na ławę oskarżonych za składanie fałszywych zeznań czy fałszywego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez fałszowanie dokumentów na jego temat i kiedy – jak wierzę – zostanie za to sprawiedliwie osądzony, będzie to już dobitny znak, że czas najwyższy skończyć z mitem Lecha Wałęsy.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

 

Komentarze są zamknięte